OŚWIADCZYNY W PANAMIE#3

Targ rybny

Chciałem pierwszy raz zjeść coś innego niż smażona flądra nad bałtykiem. Do DIABŁA z tym targiem rybnym –  idziemy na stare miasto. To nic. Najważniejsze że przygoda wciąż trwa. Dwupasmowa droga i rondo przed nami – musimy dostać się na druga strone. Nie mam pojecia, czy mozna za to DOSTAĆ w tym kraju mandat. Nie widziałem tutaj jeszcze pasów dla pieszych. Kto by się tym przejmował ? Czy samochody jadą szybko ? Przecież to autostrada. Jak mają jechać ? 

Wydaje mi się że nie ma tu ograniczeń a ten HAŁAS. Na trzy – krzycze do Gośki – Musimy biec do tego tego kawałka trawnika na środku a potem znów biec. Jesteśmy na chodniku. Żar z nieba wydaje się nie mieć końca. Nasze ciuchy mogłyby równie dobrze służyć za źródło soli w restauracjach. Musimy znaleźć coś do jedzenia bo umrzemy z głodu. Po drodze wchodzimy do sklepu z pamiątkami ale ich nienawidze równie mocno jak polityków w sejmie. Wszyscy je wybieramy ale nigdy w życiu nie pokazaliśmy się z nimi na mieście. Czuje się wykończony a przygoda dopiero się miała zacząć. 

Stare miasto

Wiem jak wyobrażacie sobie stare miasto. Zabytki, muzea, piękna architektura, pamiątki.  W Panama City wygląda to trochę inaczej. Tutaj większość budynków ledwo stoi. Te które są całe i jako tako stoją należą do rządu a reszta … no właśnie …  stanowi atrakcje turystyczne. 

JA bym powiedział że stare MIASTO tym różni się od tzw. nowego miasta że tutaj nie zaskoczy cię momentalnie autostrada. Możesz ze spokojem SPACERować pomiędzy uliczkami. Nie jest idealnie – ani nawet romantycznie – mówi Gosia. W wielu lokalach SYF, wszędzie KURZ i głośno jak cholera ale inni zdają się tego nie zauważać.  Tak, wciąż mi nie brakuje rozczarowań. To nie możliwe że tylko ja to widzę. Pokłóciliśmy się a w międzyczasie zrobiło się już ciemno. Czy tylko ja zacząłem się tym przejmować ? Jeżeli KTOŚ lubi zwiedzać kościoły, opuszczone budynki, pić ALKOHOL w barach i oglądać pamiątki – to znajdzie tam coś dla siebie. Jest sporo pięknie przystrojonych starych chrześcijańskich świątyń, muzeum ekologii i pieczone banany na ulicach. Niewiele. Poczekaj chwile, co to się tam świeci ? – mówi Gosia. Nie jestem pewny – czy ten budynek się zaraz nie zawali.    

Coś mocniejszego 

Gdy SŁOŃCE schowało się za oceanem a my w końcu przestaliśmy się kłócić, weszliśmy na dach jednej z restauracji. Piękny widok, szum fal – ja zamawiam coś mocniejszego – mówię do Gosi – nieźle – odpowiada – to będzie pierwszy tak mocny alkohol od czasu URODZIN teścia. Nie ma się czym chwalić. To co się tak świeciło z dołu, to napis BELVEDERE – najpopularniejsza na świecie polska wódka. Można śmiało powiedzieć że przyciągnęła mnie jego niebieska poświata – DUCH naszego kraju – dostrzeżony z daleka. Wezmę podwójnego tego drinka – wiesz, żeby mieć PEWNOŚĆ że mnie sieknie. To był DZIEŃ – mówię – ale przecież musimy jeszcze wrócić – odpowiada Gosia.      

Wracamy do domu

Pamiętacie jak ta KOBIETA mówiła żebyśmy nie szli tam bo jest niebezpiecznie ? Droga do DOMu wiodła właśnie przez to miejsce, czyli CHINA TOWN. Podobno ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Mamy wyjście ? – pytam Gosi. Jest ciemno, jestem już trochę pijany. Nie widziałem po drodze żadnego przystanku. DOBRA. 

Wyciągam nóż z plecaka i ściskam go mocno w ręce. Zgrzytam zębami z ZIMNA. Czy może tak chciałem wystraszyć potencjalnych oprawców ? Gosi daje gaz pieprzowy do ręki i mówię żeby nie wahała się go użyć. W zakamarkach uliczek widze ćpunów i prostytutki. To był faktycznie zły pomysł. Teraz to wiem. Ta kobieta miała racje. Teraz wmawiam sobie że to była ostatnia głupia decyzja w moim życiu. BĘDĘ już grzeczny. Obym dostał się tylko bezpiecznie do HOTELu. 

Przyspieszamy kroku. Meksykańskie GANGI na filmach wyglądają dużo atrakcyjniej niż to co ja teraz widze. Tam przynajmniej grają ładni aktorzy, ładne kobiety, ładne samochody no i w tle gra meksykański HIP-HOP. W rzeczywistości wszystko wygląda dużo gorzej. Na ulicach sterty śmieci i gruz powalonych, starych budynków. Jakby wczoraj wybuchł tu granat. W tych niektórych blokach które zostały PALĄ się światła. 

Znów przyśpieszyliśmy. Już prawie biegniemy. Miejscowi widzą że się boimy, śmieją się z nas. Widze to w ich oczach. Czy mi się wydaje ? W drodzę – chyba ze STRESu – znów się pokłóciliśmy. Jeszcze kilka ulic i jesteśmy na miejscu. MAM nadzieje.

Jedziemy dalej 

Spałem jak suseł. Zawinąłem się kołdrę aż teraz nie mogę się z niej wyplątać. Chodź idziemy na ŚNIADANIE. Trudno jest się dogadać, widocznie pięćdziesiąt słów to za MAŁO. Nam w tym momencie brakowało ewidentnie narkotyków. Jakichkolwiek które spowodowałby że kac odejdzie momentalnie. Wymyślono coś takiego już ? Nie marudź – mówi Gosia. Dostajemy sok pomarańczowy. Chyba działa bo wypiłem cały dzbanek na raz. 

Kelnerka jest szamanką a ja jestem ćpunem. Szkoda tylko że nie mogę się z nią dogadać. Za jakiś czas dostajemy jajecznice, bułeczki, owoce i kawałek masła. BEZ rewelacji, rozpieszczania , nie wspominając już o narkotykach. Czemu ta kelnerka tak się do CIEBIE uśmiecha ? – pyta Gosia. Nie wiem.  

Na dachu wieżowca, wszystko wygląda lepiej. Niestety nie możemy tu zostać dłużej. Czas kończyć – idziemy do pokoju. Kilka pięter w dół na pieszo bo właśnie zepsuła się winda. Czy mi się to musi przytrafiać ZAWSZE ?  

Dzisiaj wyruszymy w podróż na północ tego kraju. Postanawiamy jeszcze przed wyjazdem iść do SKLEPu. Widziałaś to takie zielone coś ? To takie długie, z kolcami co wygląda jak maczuga a jest w dziale z owocami ? CHYBA nie jesteśmy aż tak odważni. Odstraszył nas zapach. Zaopatrujemy się w normalne owoce, wodę i jeszcze raz wodę. 

Sprawdzam czy mój system zarządzania pieniędzmi działa. Wspomniałem że mamy ze sobą prawie tysiąc dolarów ? Trochę byłoby szkoda stracić je z oczu. Połowę daje Gosi – schowaj dobrze – mówie. Najbardziej BOJE SIĘ jednak o kartę kredytową. Jeżeli ją zgubimy – nie będziemy mogli wybierać pieniędzy, płacić za hotele, restauracje i inne rozrywki. 

Chowam ją w NOTEsie, w którym to piszę. Zaklejam go naklejkami na pierwszej wewnętrznej stronie. Tam na pewno nie znajdą. Kto chowa KARTĘ KREDYTOWĄ w notesie ? – pyta Gosia. Patrzymy jeszcze raz na mapę. To tylko STO kilometrów. Po drodzę czeka nas jedna przesiadka w Colon. Jedziemy do Puero Lindo. Tak, znów jestem przerażony.  Widać to na mojej twarzy ? – pytam Gosi. Kłamie że NIE. Upycham swoje rzeczy w plecaku. Dziwnę. Niczego mi nie przybyło ale nie mogę zmieścić wszystkiego. Nikt nie mówił że będzie łatwo. 

Zanim zeszliśmy po schodach na dół już się pokłóciliśmy. Wracamy ? Pytam Gosi ? Ty GŁUPI jesteś – odpowiada. Na dworze odczuwalna temperatura wynosi STO stopni. Jedziemy metrem na stację Albrook. Tam rozpoczynamy poszukiwania naszego autobusu. Najpierw pytamy przy okienku. Nic nie rozumiemy. Na szczęście na jednym z autobusów jest napis. Czemu ja się tak boję ? 

Od peronu oddziela nas bramka. Nasza karta na METRO na nią nie działa. Jakiś facet zlitował się nad nami i użył swojej KARTy. Co dalej ? Myślałem że BILET kupuje się w kasie biletowej. Nie tutaj. Wszystko w autobusie, oprócz bagaży, krzyczy za nami kierowca. Do luku bagażowego – pokazuje. 

Usiedliśmy z przodu bo boimy się o swoje bagaże. Co jeżeli ktoś sobie wyciągnie nasz plecak na jednym z przystanków i pójdzie z nim w długą. Czy widać że jestem przerażony ? Masz wypieki na policzkach – odpowiada Gosia – jakbyś miał przed chwilą z kimś seks – patrzy na mnie podejrzliwie. Seks ? Tak wyglądam ? To czemu się tak nie czuje ? Tak powinno być, przecież to urlop. O dziwo, nawet autobus ma klimatyzację, dwa telewizory a do miasta w którym się przesiadaliśmy jechaliśmy nie najgorszą autostradą. Nieźle. Szkoda tylko że nikt z nich nie mówi po angielsku. Zagaduje do sąsiadki po hiszpańsku ile będzie jechał ten autobus do COLON. Za bardzo się rozgadała – nie nie rozumiem. Nie ważne. 

Zwracaj uwagę na nasze plecaki jak się zatrzymujemy – mówię do Gosi. Zresztą też nie ważne. Sprawdzam czy mam kartę kredytową. Otwieram swój notes. Za przejazd do Colon zapłaciliśmy jakieś siedem dolarów za dwie osoby. Co gdyby ktoś wiedział że w plecaku mamy prawie tysiąc dolarów ?  Na szczęście nie wyglądamy atrakcyjnie. To znaczy ja nie wyglądam. Chyba już wiem czemu mam te wypieki na twarzy … 

Colon

Wysiadamy po drugiej stronie kraju. Jesteśmy nad morzem karaibskim w mieście COLON. MYŚLISZ że tutaj też nie będzie można się kąpać ? –  pytam Gosi. W Internecie można znaleźć przerażające opisy tego miejsca. Wszyscy piszą że jest tu niebezpiecznie, brzydko, brudno i okradają turystów.  Może być gorzej ? Brakuje w tych opisach jeszcze wojny gangów i informacji o braku policji w tych okolicach a do tego chcę mi się siku. Pamiętasz tą scenę z KILERa, gdy wiozą go wozem do innego więzienia i jemu chce się siku, więc się wydziera do tych policjantów ale oni zatrzymują się dopiero gdy pada pompa paliwowa, więc gdy go w końcu wypuszczają on mówi ze łzami w oczach : już mi się nie chcę siku. Tak samo czułem się gdy wypuścili mnie z tego autobusu. Kilera uratował BOR, podstawiony przez Siare. Gdzie jest siara – mówię do Gosi. Co ? Nie ważne. Wysiadamy.

WhatsApp Image 2017-11-05 at 16.11.59 (1)

3 myśli na temat “OŚWIADCZYNY W PANAMIE#3

  1. Ojej, to miała być romantyczna wędrówka? Trochę smutne to, że tak wygląda ta część ziemi, którą pragnęliśmy zobaczyć. I jeszcze tysiące kłótni. Czy taka wycieczka ludzi oddala, czy wzmacnia i trzymają się mocniej?

    1. Masz rację. Romantycznie na swój sposob. No i zawsze trzeba widzieć pozytywy choc ta książka chyba nie jest pozytywna. Chcialem chyba żeby była smieszna. Oj kłótnie to na każdym kroku … Myślę, że totalnie nas wzmocniła … Coś na zasadzie damy radę razem itd. no i same oświadczyny oczywiście, których się nie spodziewała.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s