oswiadczyny w Panamie#4

Przesiadka 

NIGDY nie widziałem gorszego miejsca w moim życiu jak tamta toaleta. Jestem nawet prawie pewny, że w Colon jest PIEKŁO. Całe miasto wygląda jakby jeszcze wczoraj była tam wojna. Co tam wojna. Tutaj spadła BOMBA atomowa. Nie jedna – dodaje Gosia. Gdy patrzysz na ulicę zastanawiasz się, jak to możliwe, że te budynki jeszcze stoją. Zapomnij o tym syfie w Panama City. Tutaj wszystko wygląda dużo gorzej. 

Za komuny na DWORCU centralnym w Warszawie można było kupić danie o nazwie przegląd tygodnia. Oznaczało to, że świadomie godziłeś się na BIGOS z wszystkiego, co zostało z zeszłego tygodnia w lodówce. Do tego momentu w moim umyśle był to najgorszy posiłek podczas podróży, jaki mógłbym zjeść. Do tego momentu. Na dworcu w Colon nic nie było jadalne. Czyste, pachnące czy świeże ? ZAPOMNIJ. Zresztą drzwi do ubikacji nie było, więc zapach stamtąd mieszał się z zapachem tej nieopodal położonej knajpki. Jak można płacić za wysikanie się w toalecie, w której nie ma drzwi ? 

Niech mi ktoś jeszcze powie, że ten facet tam sprzątał. Gdybym ja tak sprzątał w naszym domu – mówię po polsku do tego gościa co prosi 0,25 Dolarów za skorzystanie – to już dawno farba ze ścian sama by odpadła a podłoga by się zawinęła do środka. Tak to właśnie tam wyglądało.  Trudno jest opisać coś takiego. Idę się przejść – mówię do Gosi – pilnuj plecaków. Tak naprawdę jednak nie chcę stracić jej z oczu. Ide do tej knajpy. Głupio jest mi zatykać nos, więc wstrzymuje powietrze. Wierzcie mi lub nie – ale jeżeli to, co widziałem w garnkach na stacji jest jadalne, to my mocno przesadzamy w Europie z czystością. Jakiekolwiek zasady BHP i PPOŻ można sobie wsadzić. Nikomu nie przeszkadzają karaluchy chodzące po ladzie. Czy tylko ja to widzę ? 

Droga do Puerto Lindo

Na jednym z autobusów jest napisane PUERTO LINDO. Czy możemy być pewni, że ten autobus tam jedzie ? Nie sądzę. Pytamy miejscowych – Si Gringo – Puero Lindo. No jak jest napisane, to gdzie może jechać ? – pyta mnie kobieta. Que ahora es  ? O której godzinie ? Nie wiem – odpowiada. No właśnie. Bezczelna zwraca mi uwagę a sama nie wie.  

Po jakimś czasie w końcu pojawił się KIEROWCA. Pytam jeszcze raz czy tam jedzie,  to tylko głupio się na mnie popatrzył. Czuje się jak gdyby, kierowca polskiego PKS, złapał mnie jak próbuje kupić bilet ze zniżką na nie ważną legitymację studencką. 

Dobra, już wiemy – chociaż to na pewno. Wsiadamy do autobusu i czekamy na kierowcę. To trochę potrwa. Otwieram notes. Tym razem w autobusie nie ma klimatyzacji i telewizora. Wszystkie okna są otwarte a w podłodze jest tak duża dziura, że można w nią wpaść. To stare szkolne autobusy amerykańskie. W Polsce widać je tylko na filmach. Zwykle mają kolor żółty ale w Panamie kierowcy prześcigają się w ich kolorowaniu. Niektóre mają Graffiti, niektóre są w paski, niektóre w panterkę. W końcu ruszamy.

Mam nadzieje, że ten KIEROWCA nie spędził całej przerwy w tej toalecie na stacji. Ten ZAPACH jeszcze długo nie daje mi spokoju. Otwieram paczkę chipsów kukurydzianych. Na siedzeniu obok położyłem plecak i chrupie. Gosia po drugiej stronie, robi to samo. Stacja za stacją, autobus się zapełnia. Ludzie nie mają oporów, żeby mnie zmusić do tego abym się posunął. Biorę mój dwudziestokilowy plecak na kolana i wcinam dalej te chipsy. Ludzie co chwilę się wymieniają. Jedni wysiadają, drudzy wsiadają. 

Jakiś pijak usiadł koło mnie. Chyba wyczuł, że jestem Polakiem. Zagaduje coś po hiszpańsku, więc opowiadam mu o tym jak to jest być Polakiem. Nagle zabiera mi chipsy i wychodzi. Nie dość, że pijak to jeszcze złodziej. Czy tak kiedyś nie mówili o Polakach ? Nigdy nie wierzcie stereotypom. Po dwóch godzinach jazdy zdrętwiały mi nogi. Widzę, że jedna z kobiet patrzy się na moje miejsce, więc ją do siebie zapraszam. Okazuje się, że to francuska, która tutaj mieszka na jachcie. Chciałbyś popłynąć do Kolumbii ?  – pyta. Czemu nie pytasz, czy chciałbym popłynąć na Jamajkę ? Przecież ja ledwo przyjechałem do tego kraju. Daj mi najpierw zwiedzić Paname – odpowiadam. 

Gosia wydaje się zazdrosna. Kto chciałby zresztą jechać do Kolumbii i po co ? Okazuje się jednak, że dużo jest ludzi szukając czegoś więcej na kaca, niż tylko sok pomarańczowy. Wysiadamy.

Jesteśmy w Puerto Lindo                              

Tam na LEWO – wskazała ręką francuska – jest hostel Panama Reef – i poszła w drugą stronę – miłego pobytu – dodała krzycząc z daleka. Wszyscy się na nas patrzą, psy szczekają a świnie kwiczą. Widziałeś kiedyś świnie w morzu ? Nie ? To przyjedź do PUERO LINDO. W Internecie można było przeczytać że  miejscowi mają problemy z zachowaniem czystości w wiosce, ale żeby ŚWINIE do morza wsadzać ? No, cóż. Jaki kraj, taki obyczaj. Nie będziemy się kłócić z nimi. 

Swoją drogą, co robią ci wszyscy EKOLODZY w Europie ? Czy oni nie wmawiają nam, jacy to my jesteśmy nieekologiczni ? Ile złego robimy dla przyrody ? Mam pomysł. Wyślijmy ich wszystkich do Panamy. Tutaj będą mieli co robić. Naprawdę. Wyobrażam sobie jak ci ekolodzy, chodzą od domu do domu i rozdają tym rybakom ulotki o eko-życiu. Ach, nieważne. 

Poznajemy Franka i Nevine. Dwoje zakochanych, również z Francji, którzy postanowili, że będą uczyć ludzi nurkowania w Panamie. Kupili tutaj ziemie, postawili dom i wynajmują pokoje europejczykom, takim jak my. To PIERWSZY obcokrajowiec, który wypowiedział moje imię poprawnie – Małgorzata – tak jak my Polacy – mówi do mnie Gosia. Nie zauważyłem jak to powiedział. 

Jak chcesz Piotr – to możemy nauczyć Cię w jeden dzień nurkowania i dać ci uprawnienia do uczenia innych ludzi. W jeden dzień da się załatwić taki papier ? A ja prawo jazdy w Polsce zdawałem półtora roku. Odkryłem kolejny absurd. No i co z tego – mówi Gosia – Chodź.  

Nasz pokój nie jest zbyt duży, widziałem jaszczurkę spacerująca po oknie i kraby schowane za wielką muszlą na ganku, ale nie chciałem Cię martwić kochanie. Zresztą kto by się tym przejmował ? Mam pomysł. Piwo, wino, koc, karty, scrabble i idziemy na pomost. Dobra – mówi Gosia. 

Nie długo to trwało – moje podejście jest chore. Widzę na pomoście, jak coś tam się porusza. Tuż obok nas. Chodź tutaj kochanie. Wracamy jednak po chwili szybko na brzeg – będzie wygodniej – mówię na głos. Co się stało ? Zobaczyłem tarantule, jak chowa się za jakąś rurą. Piotr – jesteś pewny, że to tarantula ? – pyta Frank. Niczego nie jestem pewny, poza ŚMIERCią i podatkami. Podatkami – pyta Gosia ? Po co ty teraz o tym myślisz ?  Teraz już nie jestem pewny, czy żyję, czy jestem w raju, gdy patrzę na morze i te wyspy ze złotymi piaskami. Sprawdziliśmy. Okazało się, że to tylko krab, a nie tarantula. Nareszcie odszedł ode mnie strach. Może lepiej idźmy do łóżka – mówi Gosia – trzeba to jakoś wykorzystać.     

Poranek w Jungli

Podczas gdy w Polsce budzi nas kogut. W Jungli najgłośniejszym zwierzęciem wydają się małpy. Uważajcie jak będziecie płynąć kajakiem – mówi Nevine. Na co ? Na Goryle ? Czy ja kiedyś będę miał okazję się wyluzować ? Tak naprawdę.  

Biorę na wszelki wypadek pierścionek zaręczynowy. Boże jak to brzmi. Na wszelki WYPADEK, oznacza sytuację, w której uznam za stosowne, żeby oświadczyć się Gosi. Otwieram czerwone pudełko po raz pierwszy od kilku dni, żeby sprawdzić, czy jeszcze tam jest.  Wygląda na to, że tak. PIERŚCIONEK pięknie mieni się w Panamskim słońcu. To nie jest takie łatwe. Na kajaki nie możemy wziąć zbyt wielu rzeczy. Dostajemy od naszych francuskich gospodarzy torbę nieprzemakalną. Jak ja mam tam schować pierścionek w tym małym słodkim czerwonym pudełeczku ? Biorę taki mały portfel skórzany ,owijam go skarpetą i wrzucam do tej torby nieprzemakalnej. Ja ją będę trzymał na moim kajaku – mówię. DZIWNIE wygląda ta skarpeta w tej torbie. Co jak ją sprawdzi ? Podobno nawet jak wpadniemy do wody, to nic nie ma prawa się zamoczyć. Znów się boję. Zawsze coś. 

Bezludna wyspa

Nasze niebieskie KAJAKI same nie będą płynąć. Trzeba wiosłować. Odwracam się. LEDWO odpłynąłem od brzegu, a już się zmęczyłem. Frank mówił, że falę nie są dzisiaj takie duże. Nie są duże ? Chyba nie był nad Morzem Bałtyckim. Widać co jest kilka metrów pod taflą wody, można nadziać się na ostre kamienie, fale bujają tobą na prawo i lewo. W pewnym momencie chciałem wyskakiwać do wody, bo byłem pewny, że kajak się obróci a pode mną płynie taka wielka ryba, ale nie. To chyba był KAMIEŃ. Wszystko jest ok – krzyczę do Gosi. Ona już jest daleko przede mną. Płyniemy dalej. 

Według mapy tutaj skręcimy w lewo i wpłyniemy w coś w rodzaju tunelu wodnego w jungli. Po obu stronach gęste zarośla. Mieliśmy nadzieję, że zobaczymy goryle. Wyobrażałem sobie taką scenę, że GORYL podbiega do brzegu, uderza się w klatkę piersiową, krzyczy, wskakuje do wody, biegnie za nami i porywa Gosię. Czy mi się to śniło ? Na szczęście nic takiego się nie stało. 

Im dalej w jungle, tym woda staje się coraz bardziej mętna. Teraz wiosłuje, najdelikatniej jak umiem. Jak tu wpadnie mi plecak do wody – nigdy go już nie znajdę. Po obu stronach tego wodnego kanału rosną takie wielkie drzewa, których gałęzie są w wodzie. 

Widzę jak pełno takich małych krabów, łazi po nich. Znów myślałem, że to ROBAKI. One będą później – straszy mnie Gosia. Powoli wypływamy następnego  tunelu i naszym oczom ukazuje się mały port. Czekaj – mówię – na mapie widzieliśmy dwie WYSPY. Taki jest też przecież nasz cel. Widze jedną z daleka, ale FALE są zbyt wielkie dzisiaj, żeby tam popłynąć. Jeszcze raz. To nie są takie same falę jak w naszym bałtyku. Tutaj są one trzykrotnie większe, a do tego walą ze wszystkich stron. 

Nieźle – mówi Gosia – i płynie przed siebie. Nawet się nie zastanowiła. 

Tak jest chyba najlepiej. Mam wyjść na tchórza i nie płynąć za nią ? Tak jest na pewno najlepiej – nie myśleć – robić.  Leć na żywioł. Nic nam się nie stało – nie taki DIABEŁ straszny, jakim go malują. Jesteśmy przy brzegu. Sami na wyspie ? WOW. Nawet nie sądziłem, że to jest możliwe. 

Szukam tego PIERŚCIONKA w plecaku. Czy teraz już jest dobry moment żeby to zrobić. Muszę jeszcze rozwinąć go z tego pudełka i wyrzucić tę skarpetkę. Skoordynować wszystkie ruchy tak, żeby nie miała pojęcia co się dzieje.  No i co najważniejsze – powiedziała TAK. 

Właśnie, gdzie ona jest ? 

Co ty tam szukasz w tej torbie, daj mi ją – mówi Gosia i wyciąga z niej sprzęt do snorkelingu. Nieeeeee ! Udało mi się w ostatniej chwili schować tą skarpetę w gaciach. Co ty robisz ? Nie ważne – mówię. Nic się nie zorientowała. Zamykam szczelnie torbę i zapominam o tym na chwilę. Jeszcze nie teraz. Za kilka dni Gosia ma urodziny. Wtedy.

7 myśli na temat “oswiadczyny w Panamie#4

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s