OSWIADCZYNY W PANAMIE 6#

Wziąłem ze sobą tą namoczoną skarpetę z pierścionkiem. Coś ci kapie z kieszeni – czy mi się wydaje – pyta Gosia ? No, co ty tam masz ? Uff – mało brakowało a zorientowałaby się. Zamawiamy w tej restauracji kolejne piwa, wyciągam notes i pisze. Chyba się upiłem, a do tego inhaluje kolejne papierosy. Ten facet z dzidą wciąż próbuje coś złapać. Czy mi się wydaje ?  On na pewno ma w ręce dzidę – pyta Gosia – miałeś kiedyś ? Dzidę ? Zawsze noszę przy sobie – odpowiadam. Na chwilę zapominam o całym świecie, ale stolik obok nie pozwala mi trwać w tym zbyt długo. Zawsze coś. 

Czy amerykanie zawsze muszą być tacy głośni ? Wszędzie ? Czy oni nie potrafia na chwile odpuścić ? Nie próbować nikomu zaimponować. Nie potrafią siedzieć w ciszy, podziwiać widoków, nie robić nic ? Czy ktokolwiek jeszcze posiada taką umiejętność ?  

Obawiam się że nie  – mówi Gosia – obok nas usiadła grupa amerykańskich turystów. Jak oni śmiesznie wyglądają – wszyscy mają takie same koszulki – papy im się nie zamykają. Znów się wkurzasz – pyta Gosia ? Co ty. Ja ? W życiu. Jestem po prostu zmęczony tymi kajakami – odpowiadam. Mam nadzieje, że …  co pytam ? .. że ci smakowało … Dziwne. Zawsze pyta o to, jak gotuje dla mnie. Okazuje się, że ten facet z dzidą to syn tego co wyglądał jak Fritz. To jak na nich będziemy mówić Fritz i syn ? Codziennie łowią świeże ryby. Jego syn wychodzi z wody z pustymi rękami, bez dzidy i czegokolwiek. Chyba nam się ta dzida przyśniła. Idziemy spać.    

Pierwszy raz w Jungle

Następnego poranka po namowach Franka idziemy w JUNGLE. Nie dosłownie w taką gdzie przedzierasz się przez chaszcze maczetą,  ale taką łatwiejszą wersję dla turystów. Idziesz po ścieżce niczym po sznurku. Nie ZNACZY to, że nie ma tam jakichś groźnych stworzeń, które mogą odgryźć ci palec bądź chociażby wystraszyć cię na ŚMIERĆ. Czekaj wezmę Selfie Stick – mówi Gosia i idziemy. 

Znów liczyłem na to, że jakaś MAŁPA nas zaatakuje, porwie Gosie – tak jak zrobił to KING KONG – a ja jak już ją od niego odbije to szybko wyciągne pierścionek i się jej oświadczę. Nic się jednak nie wydarzyło aż tak dramatycznego, więc pierścionek wciąż leży zawinięty w tą skarpetę. Sam się dziwie że Gosia się nie zorientowała czemu noszę skórzany MAŁY portfel zawinięty w skarpetę.  

Widzieliśmy co prawda Jungle, ale z bezpiecznej odległości. Nie wyskoczył zza krzaków wąż, na głowę nie spadła nam tarantula, nie było też DZIKICH, którzy chcieliby nas ugotować. Zwykły spacer, jak gdyby przez osiedle z psem. Z tą różnicą, że w kraju nie mamy pasa. TUTAJ jeden się do nas przypałętał.

CiCHOoooo – mówi Gosia. Co się stało ? CIiiiichoooo. Faktycznie coś jest na rzeczy. Tam są krowy – mówi Gosia. A ja myślałem że … ach Nie ważne.

Krowy w JUNGLI ? To tak jakbyś poszła do Zoo i zobaczyła psa, kota i takiego samego pająka jakiego widziałeś dziś rano na kaloryferze. Żadna atrakcja. 

DZIKIE krowy ? – głośno myślę. Nie wydaje mi się – mówi Gosia. Wracamy na ścieżkę a po drodze do małych dziupli w ziemi chowają się KRABY ? Wiesz, że kraby jedzą ludzi – mówię do Gosi ? To, czemu przed nami uciekają ? Zresztą, przecież one są takie MAŁE. Jak mogą jeść ludzi ? Normalnie ! Jedzą ludzi, ale tych już martwych. My nie jesteśmy martwi ? – pyta Gosia. 

Idziemy dalej. Mijamy chaty miejscowych, które przypominają nasze altanki na działkach. Podobno w Panamie przez jakiś czas nie było tak mocno zorganizowanego państwa, że trzeba było mieć POZWOLENIE na budowę DOMu. Po prostu przychodziłeś, wybierałeś ziemię i stawiałeś chatę. Teraz –  jak mówił mi Frank – tutaj 100 metrów kwadratowych ziemi kosztuje w granicach 30 tyś. – dolarów. Za tyle i on kupił tutaj ziemię i zrobił Diving Center – centrum nurkowania. Nieźle, a ludzie w POLSCE za dom, ziemię itd. płacą 4 razy tyle. Pomyśleć, że w Polsce pogoda jest do dupy cały rok, morze jest zimne a wszyscy dookoła smutni bądź pijani. W ŻYCIU bym się nie zamienił. Wolałbym mieszkać w Polsce. Teraz w końcu wiem, ile nasz kraj jest wart. Nawet w RAJU jest taniej niż u nas. O czym to świadczy ? Sam sobie PRZEMYŚL – mówi do mnie Gosia – Tam – pokazuje palcem – przedzieramy się przez krzaki.

Niebiańska Plaża

Widzieliście film z LEONARDO DICaPRIO o tym tytule ? Przypominacie sobie, jak wyglądała plaża w tym FILMIE ? My znaleźliśmy się właśnie w takim miejscu. Gdzieś pomiędzy skałami – zakryci, gdzie nikt nas nie WIDZI – dookoła duże KRZAKI. Zapomniałem wziąć kąpielówki. Byłem pewny, że będziemy tylko chodzić po JUNGLI. 

Ja też – mówi Gosia i ROZBIERA się do połowy. Zwariowałaś – masz coś przeciwko ruchowi politycznemu FREE TITS – Uwolnij CYCKI – pyta ? Nie ale … przecież tutaj NIKOGO nie ma – mówi do mnie. Wchodzimy do wody. 

Mówiłem, że woda jest tak samo GORĄCA jak wannie ? Jej temperaturę regulujesz poziomem zanurzenia. Znów robimy sweet focie. Ooo ktoś również znalazł niebiańska plaże. Grupa Amerykanów przyszła podziwiać widoki. My siedzimy prawie NADZY w wodzie. Chyba zorientowali się, że nam przeszkadzają – śmiejemy się. Kawałka CYCKA nie widzieli ? W takim miejscu trudno się powstrzymać od wzlotów w powietrze – musicie uwierzyć mi na słowo. W raju nie zawsze wszystko musi być takie racjonalne i oczywiste jak W ŻYCIU.

Powrót

Znacie to uczucie po seksie ? Gdy ciężko jest wstać z łóżka, wrócić do przyziemnych spraw – wziąć znów sprawy w swoje ręce – i chociażby umyć naczynia. Powoli schodziliśmy na ziemię. Na szczęście nie musieliśmy jeszcze całkowicie WRACAĆ do przyziemnych spraw. Wciąż byliśmy w raju. 

ŻAR leciał z nieba. CHMURY wydawały się tak blisko, jednak musieliśmy w końcu wyjść z wody. Otrzepać się z piasku i iść dalej. Nie mieliśmy już siły na Jungle, zresztą ona okazała się trochę rozczarowująca. Takie atrakcje można i spotkać w Polsce. My pragnęliśmy rzeczy NIESAMOWITYCH, całkowicie nowych. Zaskakujących i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Doświadczać. 

Wchodzimy do jednego ze sklepów po drodze, który przypomina mi opowieści o czasach komuny w Polsce. Wiesz – wtedy był tylko ocet w sklepach …

Tutaj w sklepach LUDZIE rzeczywiście nie mają za wiele. Zjadłbym choćby kopyta od konia, nie wspominając już o koniu. Patrzę się na półkę za czarnoskórym mężczyzną. Soda ? – pyta mnie ? Bier please – PIWO proszę – odpowiadam. To chociaż nie tylko zaspokoi moje pragnienie, ale być może znieczuli na tyle ,żeby mógł zapomnieć o tym, że jestem głodny. Nie było tam niczego oprócz napojów. Przynajmniej nie musiałam się długo zastanawiać – mówi Gosia. Faktycznie. Wracamy na drogę wzdłuż Jungli. 

Do przejścia mamy jakieś 5 kilometrów. Po oby stronach faktycznie Jungla ale to jednak gigantyczna różnica, spacerować w Jungli a obok niej. Idziemy, rozglądając się na prawo i lewo. Tak naprawdę w nowym miejscu zawsze wszystko wydaje się świeże. KOLORY są żywe. Nawet trawa tutaj ma dłuższe źdźbła, wiatr jest przyjemny, ciepło no i te palmy. Miejscowi się do ciebie uśmiechają, a twoja KOBIETA znów wygląda przepięknie. Czego chcieć więcej ? 

Nie mam już siły – mówi Gosia – patrz jedzie AUTOBUS. Ten sam, który przywiózł nas z Colon. To znaczy ten amerykański szkolny autobus. Myślisz, że się zatrzyma ? W środku Jungli – śmiejemy się – wystaw nogę. Udało się. Wskakujemy na pokład i zajmujemy miejsce. Wszyscy się na nas PATRZĄ. Tutaj ludzie wyglądają dużo młodziej. Trzech czarnoskórych mężczyzn kłóci się chyba o to jaką wybrać muzykę w autobusie. Na cały regulator nastawili w końcu REGGAE. 

Wszyscy bujamy się w rytm, choć mam wątpliwości czy to nie przypadkiem przez te DZIURY w piaskowej drodze. Nie chcą od nas pieniędzy. Dziękujemy – wychodzimy z autobusu i machamy im na pożegnanie. Jesteśmy prawie pod domem. 

Zwykłe życie

Przywitałem się z jaszczurką, gdy już odpocząłem, wykąpałem się i szukam Gosi po pokoju. Nie wiem, czy to ta temperatura ,czy ta jaszczurka. Przez chwilę patrzyłem się na nią podejrzliwie – czy jej nie zjeść – znów mam GŁUPIE myśli. Zawsze tak mam, jak czuje się lepiej. Słyszeliście, że podobno CZŁOWIEK zjada przez swoje całe ŻYCIE siedem pająków ? Tutejszym chyba jeszcze należy doliczyć jaszczurki. Nie ważne. 

Idziemy do miejscowego SKLEPu w wiosce. Po drodze mijamy mieszkańców, którzy rozstawiają karty, kości i jakieś nieznane mi gry na chodniku. Inni, ci starsi po prostu siedzą i patrzą się na kołyszące się łódki. Nie tylko mnie to uspokaja. 

Wszyscy nas witają – CIESZĄ SIĘ się do nas, gdy ich mijamy – tak po prostu. Zupełnie inaczej niż ludzie w EUROPIE – zawsze obcinają cię jak wyglądasz i zastanawiają się ile masz pieniędzy, skąd jesteś  – porównują się do ciebie. Czy oni już nawet nie myślą ? Robią to automatycznie ? 

Tutaj DZIECI grają starą podartą piłką, facet skrobie rybę przed domem i walczy z psem, który próbuje mu ją zabrać. ŻYCIE toczy się dużo wolniej niż u nas. Nikt nie próbuje niczego nam sprzedać. Mało kto ma w domach TELEWIZOR – widzę jak kobieta pierze rzeczy w misce – a jej facet naprawia swoją wędkę. TUTAJ nie ma fabryki, w której ludzie spędzaliby większość swojego czasu, robiąc okna, części do samochodów, produkując uszczelki do zlewów czy tapicerować meble – mają więcej czasu dla siebie. 

Żyją z DNIA na DZIEŃ – zupełnie inne podejście do ŻYCIA. W każdej chwili możesz po prostu wyłowić coś pysznego z morza, rozpalić ognisko i jeść – tak po prostu. Bez karty wędkarskiej i pozwolenia od Papieża – zapomnieliśmy o tym w EUROPIE. Unia Europejska chce kontrolować wszystko. Zaczęło się przecież od kontroli krzywizny BANANA, składu oscypka i rezolucji nt. tego, że wódkę można zrobić praktycznie ze wszystkiego. Szkoda że nie widziałem tej rezolucji jak byłem na studiach – takie to było potrzebne.

W Europie każdy z nas prześciga się w posiadaniu – wyścig szczurów TRWA. Zazdrościmy innym lepszego samochodu, większego logo na koszulce, lepszego statusu i większęgo przyrodzenia. Okazuje się jednak, że szczęście nie zależy od tego, ile się posiada. 

Według badań szczęśliwości mieszkańców poszczególnych krajów świata na pierwszym miejscu pod względem odsetka szczęśliwych ludzi znajduje się właśnie PANAMA. 61 procent ludzi uważa, że jest SZCZĘŚLIWA – tak po prostu. 

Jeśli chcecie wiedzieć jak to wygląda w POLSCE – sami sprawdźcie – będzie przerażeni. Czy już  JESTEŚMY najsmutniejszym narodem świata ?

Tutaj ludzie noszą te same ciuchy kilka dni – może tygodni. Jak im się zniszczą, to wyrzucają i kupują za kilka dolarów nowe. Nie mają potrzeby ZAIMPONOWAnia komuś – po prostu – w czymś muszą chodzić. Jest cały rok gorąco, więc nie potrzeba ich za wiele a mimo to wyobrażam sobie że KOBIETY tutaj narzekają – na przykład na słabe zaopatrzenie w kuchni  – tak jak wszędzie, więc ich męże muszą coś wymyślić, żeby kupić im nową kuchenkę czy zbudować nowy piec. 

Nie ma tutaj FABRYKI, gdzie można zarobić parę groszy, wykonując przez osiem godzin tę samą czynność. Najlepszym sposobem jest więc połów ryb. Każdy z domków ma własną łódkę. MĘŻCZYZNA musi spędzić trochę czasu na morzu, złowić trochę ryb, pojechać do większego miasta, sprzedać te ryby na targu. Pożyczyć od sąsiada SAMOCHÓD – pojechać do Panama City, aby tam kupić kuchenkę. 

Przywiezie ją do DOMU – będą ją montować – on i wszyscy kumple przez cały dzień, żeby żona mogła chodzić po wiosce przez kilka tygodni dumna, że jako jedyna ma taką kuchenkę. NA PEWNO i tak nie będzie jej używała – po jakimś czasie  – jej się znudzi i znów wróci do starych nawyków, bo wymyśliła, że lepiej SMAKUJE z ogniska.

Świnia w morzu i pusty sklep

Mijamy ŚWINIE przywiązaną do palmy i tym razem przyglądamy się jej trochę dłużej. Nie jestem pewny czy chcę wam o tym OPOWIADAĆ, bo jest to tak samo dziwne, jak MOLE wylatujące z tego sklepu, obok którego szliśmy. Ta świnia tapla się na plaży we własnych odchodach, ale nikomu to nie PRZESZKADZA. Ten właściciel tego sklepu zresztą chyba nie wiedział że ma mole w którymś z ogromnych worków z ryżem. Na nim nie zrobił wrażenia nawet fakt że Gosia w jego sklepie wciąż machała rękami i podskakiwała ze strachu. Czy to na pewno są mole – myślę na głos – patrzę się na podłodze na jednego mola, którego zabiłem kopem z półobrotu. Nic oprócz tego ryżu, piwa i jakichś napojów nie ma w tym sklepie ale podobno gdzieś tam jest jeszcze jeden. Idziemy DALEJ. 

Jeden z mieszkańców widocznie zapomniał o swoim psie – mówi do mnie Gosia i głaszcze tego czworonogiego PRZYJACIELa. Jego sierść jest tak podrażniona od soli że przypomina mi szwarcenegera w TERMINATORze, który sam sobie obrywa skórę, a pod spodem ma kable i metalowe części. Tylko że ten pies zamiast metalowych części miał kości. Jego właściciel chyba zasnął pijany pod sklepem na ławce. ŻYCIE toczy się tutaj dużo wolniej a jak widać nie zawsze i nie dla wszystkich musi być usłane różami. 

Spragniony i głodny pytam ogromnej kobiety w okienku – COMIDA – jedzenia – FOOD – jestem prawie pewny że mnie nie poczęstuje kebabem czy hamburgerem. Muszę wejść w takim razie do środka tego sklepu. Pokazuje jej palcem, że wchodzę przez takie duże drzwi, które dla niej i tak wydają się za wąskie. SI – odpowiada. Dobrze. Jestem w środku. Łapie za jedyną nieprzeterminowaną konserwę z tuńczykiem, bułki maślane i cztery paczki ChEETOS. Nic innego tam nie ma. Piwo senior – pyta Gosia. Si seniora – odpowiadam – dużo, żebym mógł zasnąć.                      

Romantyczny wieczór

Nad morzem karaibskim SŁOŃCE zachodzi bardzo wcześnie i dzieje się to tak szybko, że nie zdążysz się pożegnać z nim, a już go nie widać na horyzoncie. Zauważasz to jednak od razu, bo we wiosce jest tylko kilka lamp oświetlających ci drogę. Wracamy do Panama Reef i siadamy, tym razem, przeszukując internet – Czy aby na pewno nie ma tutaj gdzieś w okolicy jakiejść pizzeri ? 

Te nasze europejskie przyzwyczajenia, nawyki i sposób myślenia nie pozwalają nam się poddać. How you can live without pizza Frank – pytam właściciela naszego przytułku do spania – jak możesz żyć bez pizzy W ŻYCIU ? Mówi, że jest pizzeria ale 30 kilometrów stąd, działa tylko w weekend i trzeba po nią pojechać. To zawsze coś. Tego wieczoru jednak musieliśmy sobie odpuścić. 

Delektowaliśmy się piwem i cheetosami a w między czasie – DLA ROZRYWKI – drapaliśmy się po tyłkach, bo jakieś tropikalne czarne robaki, w jakiś magiczny sposób, spadały na nas z nieba. 

Wieczorem słychać świst owadów, ryk goryli i stukanie w klawiatury telefonów miejscowych chłopaków. Młodsi tutaj też już popadli całkowicie w to uzależnienie, z tą tylko różnicą że mają wolny Internet. Przeszkadza ci to ? – pyta Gosia. Nie, jeżeli mi się włączy ten filmik na youtube – śmiejemy się. 

DCIM100MEDIA
DCIM100MEDIA

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s