Oświadczyny w Panamie#9

Świętujmy

Pamiętam, że Gosia nie mogła znaleźć słów. Zatkało ją. Nie spodziewała się, że TU i TERAZ to zrobię, jeżeli w ogóle to zrobię. Oboje byliśmy podekscytowani i baliśmy się, że za chwilę pierścionek upadnie między skały, zgubi się, przepadną diamenty i będziemy przeszukiwać morze karaibskie. 

Chcieliśmy wrócić do domu – to znaczy do pokoju. Te fale, tuż obok, mocno nas zestresowały, upał dał się we znaki a i cała wycieczka, w której non stop coś robisz – sprawia że masz dość. Potrzebowaliśmy odpoczynku, odrobiny wina i chwili PRYWATNOŚCI. 

Ostatni posiłek 

Jak to jest być narzeczoną ? – pytam na kolacji Gosię. Niestety PIERŚCIONEK, który kupiłem jest za duży. Myślisz, że jestem gruba tak  ? – pyta. Nie o to chodzi – mierzyłem na swoje palce. To teraz tak się robi ? 

Myślicie, że tak łatwo jest kupić pierścionek zaręczynowy. Trochę to trwało, jesteśmy ze sobą tyle lat – po prostu tyle czasu go wybierałem. Mam WRAŻENIE czasami, że zachowujemy się jak stare MAŁŻEŃSTWO. Wszystko już o sobie wiemy, o wszystkim już rozmawialiśmy.

Tym razem Gosia wzięła ośmiornice, przyrządzoną specjalnie przez żonę właściciela ( tego który wyglądał jak gwałciciel Fritz ). Jest gotowana w specjalnym sosie – opowiadała. DZIWNE. Czemu jego żona ma zakryte jedno oko ? – pyta Gosia. Najgorsze wydaje mi się to, że nie próbuje swoich dań podczas gotowania, bo nie czuje smaku. Jest niepełnosprawna. 

Szczerze ? Wygląda jakby wróciła z wojny przed wczoraj. Miałem przeczucie, że w Colon – tym obrzydliwym mieście – coś się działo. Jesteś pewna tej ośmiornicy ? – pytam Gosi. Uwielbiam ośmiornice – odpowiada. Ok. 

Ja biorę, to co zwykle – Filet de Korwina. Nie mogę wytrzymać – taki jestem głodny. Kelner ? Dwa piwa naraz proszę. Piwo jakoś pomaga w walce z głodem – mówię – i uśmierza ból spalonej skóry – dodaje Gosia. Po chwili przynoszą nam jedzenie. Moje zawsze wygląda tak samo. Nie lubię się nie mile zaskakiwać. Czemu w moim daniu są części ośmiornicy, których się nie je – pyta na głos Gosia. Poważnie ? Wiedziałem, że coś będzie nie tak z tą ośmiornicą. Jaki kucharz nie próbuje swoich dań ? Chyba tylko taki najgorszy – mówi Gosia – dobrze że jest sałatka – no i piwo – dodaje. To nasz ostatni raz tutaj. Kelner ? Rachunek proszę ! 

Isla Grande   

Następnego dnia pakujemy plecaki i jedziemy na wyspę. Największą w okolicy – Isla Grande. Czekamy kilka minut na autobus, potem wskakujemy jeszcze do Water Taxi – wodnej taksówki i jesteśmy na miejscu. Czemu ten FACET bierze od nas PIENiĄDZE z góry tam i z powrotem, jeżeli teraz zawiezie nas tylko w jedną stronę ? POKŁÓCILIŚMY się o to z Gosia. On nawet nie zrozumiał na którą godzinę się z nim umówiliśmy – krzyczę.  Nie ważne. 

Naprawdę, próbuje się wyluzować, ale cały czas coś mi przeszkadza. ZNIECZULAM się zimnym Panama Bier, zanurzam się w wodzie. 

Powtarzam tę czynność trzy razy i nic. Od samego rana chodzę wkurzony. Czy to nie głupie że jedna rzecz, jedna mała kłótnia – może zepsuć cały dzień ? Teraz nie wchodzę do wody, bo boje się że nam ukradną pieniądze, które zabraliśmy ze sobą. Czemu tu jest tak płytko – myślę. 

Zawsze sobie wymyśle jakiś głupi powód, żeby zepsuć sobie samemu humor. Wystarczy tylko chcieć – krzyczy do mnie Gosia z wody – chodź – Pewnie – po co nam aż 70 dolarów – odkrzykuje do niej i siedzę jak strażnik z piwem na plaży. 

Shut up and Dive 

Dookoła mnie latają psy sąsiadów a jakiś czarnoskóry mężczyzna proponuje mi świeżo zerwanego kokosa. Biorę w ciemno. Nic mi jednak nie pomaga – jak przypuszczałem. Idę odcedzić kartofelki – mówię do Gosi – pilnuj plecaków. Pytam barmana gdzie w pobliżu jest toaleta, ale kiwa głową – WATER MY FRIEND. Do wody mam sikać ? Nieźle ! A ja myślałem, że to niehigieniczne kąpać się w moczu. Widocznie w Panamie mają inne podejście do tematu. Tak jak chyba do wszystkiego. 

Patrz na tego gościa – mówię do Gosi – ma napis na koszulce – SHUT UP AND DIVE – zamknij się i nurkuj. Chyba zorientował się, że o nim rozmawiamy. Gosia wchodzi w nim w dyskusje i okazuje się, że facet nazywa się Steven Lewandowski – jest Amerykaninem ale pochodzi z polski i ma urodziny w ten sam dzień co Gosia – za kilka dni – co za zbieg okoliczności, nie ? – śmieją się oboje do ropuchy a ja szukam wzrokiem miejsca ,żeby się wysikać. 

Już lepiej zrobię to na plaży przy wszystkich niż do wody – myślę i robie tak. W oddali widzę wyspę z willą – jeżeli masz dość pieniędzy w Panamie, możesz sobie kupić takie miejsce. Cała wyspa tylko dla ciebie. Nikt nie będzie ci przeszkadzał, żaden pies, żadne Water-Taxi. Cała wyspa dla ciebie. Wracamy ?  

A nie mówiłem – mówię do Gosi –  nie przyjeżdża po nas ten, który wziął od nas pieniądze z góry za dwie strony. Już wybiła nasza godzina a naszej łódki wciąż nie ma. Znów znalazłem sobie coś do narzekania. Zawsze sobie coś znajdę.

Czekamy dłuższą chwilę i machamy ręcznikiem do obecnych na drugim brzegu taksówkarzy. Nie działa. Rozbieraj się – mówię do Gosi. Co ? Rozbieraj się, może tak zwrócimy ich uwagę – myślałem że wybuchnę. JEST, chyba płynie – mówi Gosia. Tratwą ? – pytam głupio – czemu tak długo ? 

Ach ci Amerykanie 

Na drugim brzegu okazuje się, że Steven ma wynajęty samochód i jedzie w naszą stronę. Nie musimy czekać na autobus – zabieramy się z nim. Chciałem tutaj NURKOWAĆ ze sprzętem – mówi Steven – w drodze powrotnej – ale okazało się, że żadna z ekip w okolicy nie wybiera się już pod wodę. 

Podobno jest już koniec sezonu i za mała widoczność pod wodą, żeby się opłacało nurkować. 

CIEKAWE – odpowiadamy – Frank – nasz gospodarz – jutro wypływa. Steven postanawia, więc zajrzeć na PIWO do nas i okazuje się że jednak uda mu się nurkować. Si senior – mówi Frank – pokaż kartę nurka. Steven nurkował już trzysta razy – nawet Frank się zdziwił. Faktycznie – wszyscy śmiejemy się, że tak tęgi facet może tyle nurkować – chyba nie będziemy mieli pianki w twoim rozmiarze – mówi Frank. SHUT UP AND DIVE – to jest najważniejsze.  

Piwo to moje paliwo

Wszystko dzięki wam – pozwólcie sobie kupić chociaż PIWO – mówi Steven, przynosi kolejne puszki i dalej wlewam w siebie ten gorzki ALKOHOL. Nic jednak nie pomaga. Sam już nie wiem ,czy jestem taki czerwony, bo taki ZŁY, czy dlatego że taki opalony ? Morze taki pijany ? – mówi Gosia. 

USPOKAJA mnie tylko szum fal i widok zachodzącego słońca – na krótką chwilę.  W naszym hostelu robi się tłok – takie mam wrażenie – obraz zaczyna mi się zlewać. Dwóch podróżujących motorami amerykanów siada tuż obok nas. Przyjechali tak nagle, zrobiło się w międzyczasie ciemno. Czy mi się wydaje ?  Będą podróżować na jednośladach aż na koniec ameryki południowej – opowiadają. Teraz muszą przejechać przez granicę między Panamą a Kolumbią, którą dzieli prawdziwa Jungla – Darien. Nie da się jej przejechać na motorach – podobno – muszą przepłynąć ją statkiem. Taka przeprawa jest bardzo droga. Za jedną osobę z motorem 1000 dolarów. Nieźle. 

Czasami mam wrażenie, że ludzie mnie okłamują specjalnie, żeby zrobić na mnie wrażenie. Czy mi się wydaje ?  Za statek 1000 dolarów ?  – nie mam pojęcia. Piwo  ? – pyta mnie jeden z tych motocyklistów – chyba już dzisiaj dwudzieste. 

Wracamy do miasta 

Nie lubię się żegnać z ludźmi. Zawsze tego unikam, tak jak wszystkich smutnych momentów w życiu, jednak tym razem nie mam wyboru. Szukam wzrokiem czegoś na kaca. PIWO ? Podobno pomaga. Naszych gospodarzy widzę ostatni raz w życiu. Będzie mi tutaj brakować wszystkiego – mówię. Każdy moment był NOWY – bez względu na to, jak będziemy to wspominać. Piotrek mi się OŚWIADCZYŁ – mówi Gosia – jeszcze tu wrócimy. 

Za piętnaście minut mamy autobus do Colon a stamtąd będziemy jechać do Panama City. Chodźcie mówi Frank – coś dla was przygotowałem – dla nas ? Setkę rumu . Adiós Amigos – mówi Frank i Nevine – NA ZDROWIE.  

Nienawidzę poniedziałków 

Gdy wysiedliśmy w Panama City miałem wrażenie, że uderzył mnie piorun. Ten zapach, a raczej smród, spaliny, ludzie, ciągłe trąbienie taksówkarzy, wszechogarniający syf niekończące się pasmo niedomówień między mną i mieszkańcami tego miasta i ogromny plecak na moich plecach. Żyjesz ? – pytam Gosi. 

Zapomniałem dodać, że było w tym dniu stop stopni celsjusza – w cieniu – takie miałem wrażenie. Wyciągam mapę i szukam hotelu, błądzę, pytam się ludzi, jednak nikt z nich nie mówi po angielsku. 

Myślisz – potrzebuje mrożonej kawy – czegoś na wzmocnienie, żeby przetrwać ten trudny moment. Wchodzę do kawiarni i mówię – Ice Coffee please – ale nikt nie rozumie. DZIWNIE się na mnie patrzą. Czy to takie trudne słowo ? ICE COFFE ? Do tego momentu byłem pewny, że każdy je zna, bez potrzeby uczenia się obcego języka – tak po prostu – z filmów, książek, gazet, reklam  – nie wiem – z życia. Myliłem się – już mam nauczkę.

Tutaj ludzie mówią tylko po hiszpańsku. Na szczęście w hotelu mamy basen, tak  ? – pytam Gosi. Na szczycie wieżowca – odpowiada. Dotarliśmy na miejsce i walczymy z recepcjonistką. Ona próbuje mnie przekonać,  że rozumiem hiszpański a ja ją,  że ona rozumie angielski. Nic z tego. 

Mam wrażenie, że buty przykleiły mi się do podłogi, a moje ciało jest tak mokre, że mogłoby umyć całą podłogę w lobby. Po co wam mopy w hotelu, wystarczy, że mnie zatrudnicie – chciałem jej już powiedzieć, ale w końcu dała nam kartę magnetyczną do pokoju. Jesteśmy na miejscu.

Urodziny 

Czy to nie zabawne, że każdy z nas obchodzi swoje urodziny, odurzając się do nieprzytomności ALKOHOLEM ? Zaraz tam do nie przytomności – mówi Gosia – trzeba trochę się znieczulić. W panamskich warunkach słońce świeci tak mocno, że jest narkotykiem samym w sobie. Bierzemy czystą witaminę D – dożylnie – bezpośrednio uwalniając w swoim organizmie DOPAMINE – hormon szczęścia. 

Ja miałem jej na pewno za dużo – jak zwykle – doszło z pewnością do jakichś zaburzeń, bo wkurzałem się na każdą możliwą pierdołę, jaką znalazłem. 

Wy na pewno bylibyście dużo spokojniejsi. Nikomu przecież oprócz mnie nie przeszkadza ciągłe trąbienie samochodów, skwar, syf na ulicach, brak kontaktu z mieszkańcami, brudne sztućce w restauracjach i mięso niewiadomego pochodzenia. 

Plan był prosty – kolacja we dwoje. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Mam jednak radę dla tak samo przewrażliwionych Europejczyków jak ja – nie patrzcie na to, gdzie jecie, co, czym i kto was obsługuje – żryjcie co wam podadzą – tak po prostu. 

Ja tak nie potrafiłem w tym momencie. Czemu uparłeś się, że chcesz zjeść w najdroższej restauracji w mieście ? PRZEPRASZAM. 

Miałem wrażenie, że to jedyna restauracja w tym mieście i choć nie najadłem się dwoma pierogami w sosie truflowym za kilkanaście dolarów –  na pewno nie spowodowały większego rozwolnienia, które towarzyszyło mi od samego poranka. Czemu ty zawsze musisz coś wymyślić – krzyczy na mnie Gosia, odwraca się, stroi fochy i idzie w drugą stronę. Jeszcze raz przepraszam – że miałem rozwolnienie.       

DCIM100MEDIA

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s