Kilka lat temu przypadkiem w poszukiwaniu playboya na lotnisku w Nowym Jorku, rzuciłem wzrok na magazyn naukowy na którego okładce było to pytanie. Rozglądnąłem się wtedy dookoła na wszystkich, pomyślałem o ludziach jakich poznałem w swoim życiu do tej pory, jakby to była jakaś jedna grupa charakteryzująca się tylko tym, że mnie zna, wziąłem ten magazyn do ręki ale rzuciłem wzrok w tym momencie na tę modelkę na okładce playboya i zastanowiłem się głębiej nad tym gdzie do cholery są wszyscy. Oczywiście nie chodzi tutaj o moich znajomych, czy nawet innych ludzi. Chodzi tutaj o obcych z innych planet. Jakieś istoty, które charakteryzuje tym, że żyją. Z mojego punktu widzenia takie istoty nie muszą być choćby podobne do nas, czy innych istot żyjących na ziemi jakie znamy. Mogą to być istoty tak inne od nas, że nie zrozumiemy niczego, z tego w jaki sposób manifestują się w tym czymś co nazywamy wszechświatem, bo przecież my nie rozumiemy nawet czym sami jesteśmy. Zawsze w pewien sposób wydawało mi się uwalniające to przekonanie, że to tak naprawdę nie my sterujemy tym co się dzieje. Nie wiemy po co to wszystko. A przynajmniej nie na poziomie makro, w którym przyjmujemy, że wszechświat istnieje wiecznie i jest nieskończony. To uwalniające bo zdejmuje momentalnie ze mnie maskę tego, która noszę codziennie i sprawia, że myślę o życiu jak o czymś co by ze mną tańczyło taniec. Powstaje tylko pytanie jaki to jest taniec i jaką rolę ja w nim tak naprawdę odgrywam bo niewątpliwie nie tylko ja jestem na tym pakiecie, ale nie o tym. Miałem kiedyś tak abstrakcyjny i niedorzeczny sen, że nie jestem w stanie go wyrazić w jakikolwiek sposób, ale czy możemy być na sto procent pewni, że to co w nim było jest nieprawdziwe? Nie! Takie założenie byłoby nie tylko błędne, ale i głupie ponieważ powodowałoby wewnętrzny konflikt z własnym ja które przecież przeżywa sen tak jakby to naprawdę się działo, dlatego budzimy się czasami gdy jesteśmy zlani potem i przestraszeni szukamy czegoś w lodówce. Dla ciała jest obojętne czy to jawa czy sen. Każdy sen jest przecież po to, żeby udostępnić tej części naszej psychiki która logicznie myśli, to co dzieje się w części psychiki, która jest dla nas na co dzień niedostępna. Kilka lat temu kolega opowiadał mi swój sen, w ktorym wspinał się na jedna z najwyższych gór. Góra była tak trudna, że wspinał się na nią bardzo powoli, ale konsekwentnie, szedł do przodu pomimo przeciwności. Gdy dochodził już do szczytu, tuż przed nim, potknął się o skałę i spadł w przepaść. Powiedziałem mu wtedy, że szuka w górach śmierci, ale wyśmiał mnie i powiedział, że szuka właśnie spokoju. Niedawno dowiedziałem się, że stracił życie na najwyższej górze na jaką próbował kiedykolwiek się wspiąć. Ten przykład pokazuje jak działają sny. Pokazują główne tendencje naszej osobowości, albo takie które rozciągają się na całe życie, albo takie które mają znaczenie dla danego momentu w naszym życiu. To niestety nie odpowiada na pytanie gdzie są wszyscy, ale pokazuje, że w tej chwili mamy ogólną tendencję do ignorowania wszystkich znaków jakie się manifestują dla nas każdego dnia. Skoro nie potrafimy zrozumieć samych siebie, jak mamy zrozumieć coś co przybyło do nas z odległych galaktyk? Dopóki nie zauważymy tego słonia stojącego w kącie pokoju, nie uda nam się znaleźć sensu tego wszystkiego. Wszystko sobie można przecież wyobrazić. Wyobraźmy sobie w takim razie, że to my pokonaliśmy milion lat świetlnych wszechświata i napotkaliśmy na stworzenia, które żyją. Momentalnie w nas pojawia się wtedy strach i ciekawość. Coś co nas zabija i pcha do przodu jednocześnie. Można by przyjąć w takim razie, że powinno być tak jak dawniej spotykały się dwa plemiona ludzi, które wcześniej się nigdy w dżungli nie spotkały. Po takim spotkaniu albo ze sobą walczyli albo współpracowali. Problem polega na tym, że rozmawiamy o organizmach, które nie są ludźmi, a nawet jakimikolwiek stworzeniami, które znamy. Wydaje się w takim razie, że największym naszym problem na razie jest wyobrażenie sobie świata w którym nie istnieją żadne logicznie wytłumaczalne zasady działania. Rzuciłem ten magazyn na stertę, wziąłem playboya, rozwinąłem przed sobą największe zdjęcie tytułowej playmate i poczułem wzrok wszystkich na sobie.